
Okno na świat
•15 styczeń, 2009 • Dodaj komentarzZbieranina filmów doczekała się wywołania i skanowania


Remember, remember the fifth of november…
•6 listopad, 2008 • Dodaj komentarzDżaponki & Dżaszczurka
•13 październik, 2008 • 1 komentarzPo 6 dniach intensywnego udziału w życiu publicznym po powrocie z Amsterdamu udało mi się na ostatnią chwilę spakować plecak, nadużyć alkoholu i wsiąść do samolotu zacnych tanich linii na “R”.
Krótki lot i nocleg na franfurckim parkingu z widokiem na morze dostarczył wrażeń. 5′ C w nocy.
Przylot, dzień ogarnięcia się na miejscu, zakupy, fury, kerfury te sprawy. Trochę zwiedzania. Nocne kąpiele na konstrukcji. Dzienne kąpiele na konstrukcji.
I pierwsze doświadczenia z Policia Local przy okazji szukania noclegu:)
Noc na parkingu skończyła się dość szybko i musieliśmy się przenieść. Na drugi parking. Było świetnie muzyka, śniadanie, szybki plan wycieczki 40minutowej na Sa Foradada, gdzie w sumie spędziliśmy cały dzień.
Port Soller, miejsce do którego wielokrotnie wracaliśmy, pozostał naszą noclegownią na dni parę. Pełen sukces osiągnęliśmy przy dobudowaniu naszego namiotu do nieukończonej budowy hotelu.
Miejscami pogoda dopisywała żeglarzom, a odpisywała wspinaczom.
Bar Albatros, świetna miejscówka, z jednej strony fryzjer siekający 8b, z drugiej piwo i barmanka.
Na wieczór zdecydowaliśmy się jednak opuścić Port Soller na rzecz miejsca, które nazywało sie Potok z Raju. Standardowa procedura: kółko autem, lokalizacja parkingu, wino, spacer, wieczorna wizyta władz, spać, pobudka o 6, która okazała się prawie 9. No i takie jakieś widoki. Pełen kicz.
Następnego dnia padło na Alaro, jedne z piękniejszych dróg po tufach na świecie (jak napisane w Mądrej Książce). Mi pozostało popatrzeć, bo od wieczornego skakania po drabinkach na placu zabaw przestał banglać łokieć.
Nocleg na Cap Formentor, w najbardziej ukrytym miejscu schadzek młodych hiszpanów. Jest tak przytulnie (opakowania po gumach, butelki, kartoniki i inne przydatne przedmioty codziennego użytku), że zostajemy tam 3 noce z rzędu. EROSKI sponsorem cowieczornego czytania poezji i pełnych skupienia rozważań o polityce.
El Fumat. No comment.
Poszukiwania miejsca parkingowego na Cala Magraner spełzają na niczym. Ze względu na wielki czerwony napis w Mądrej Książce “…do not leave anything valuable in the car, leave the map case open…” Za to znajdujemy miejsce pod namiot na samym środku BEACH-4. Pakowanie gratów, w końcu czeka nas 20min marsz z całym dobytkiem.
Wino szumi, policja nawiedza, slackline sam sie chodzi, nawet loty z klifów hulają. W końcu to ostatni dzień wyjazdu…
First class
Lost in space
I znowu port, i znowu w rejs…
•17 wrzesień, 2008 • Dodaj komentarz…jak długi nie wie nikt.
Gdy trunku dzban i dziewcząt rząd wypłucze kieszeń w mig,
Zakrzyknac czas: “Hej, wstawaj Jack! Ty, Johnny teraz pij”.
Beztroski chłopcze z liverpool posłuchaj rady mej,
gdy w rzekę wpływa packet ship to strzeż wolności swej.
Bo gdy cię raz urzeknie jego dumny smukły kształt,
nordowych wiatrów poznasz smak na ławicach Newfoundland.

















































